HOME     O NAS     RASA     REPRODUKTORY     SUKI     MIOTY     SZCZENIAKI     GALERIE     LINKI     KONTAKT

POLECAMY LEKTURĘ

Podobał Ci się cytat ze strony głównej?
Chciałbyś dowiedzieć się skąd pochodzi? Proszę bardzo :)

    Cytat ten pochodzi z książki "Trzech panów w łódce nie licząc psa" autorstwa Jerome K. Jerome. Jest to książka poświęcona w całości perypetiom trzech angielskich dżentelmenów i psa, oczywiście foksterriera, o imieniu Montmorency. Razem czterech panów wybiera się na spływ Tamizą i przeżywa masę komicznych sytuacji.
Naszym zdaniem każdy, kto chce lepiej poznać foksterriery i ich obyczaje, lub też przyłączyć jednego do swojej rodziny, powinien koniecznie przeczytać tę książkę!

"... Montmorency powitał ten kompromis z wielkim uznaniem. Nie przepadał bowiem za romantyczną samotnością. Lubi rwetes, a im grubszy kawał, tym bardziej zabawny w jego oczach. Gdybyście spojrzeli na niego, pomyślelibyście, że to zesłany z nieba na ziemię anioł, który z nieznanych powodów przybrał postać nie człowieka, tylko małego foksteriera. Montmorency ma taką jakąś minę, jakby chciał powiedzieć: "O, jakiż zepsuty jest ten świat i jakżebym chciał zrobić coś, co by uczyniło go lepszym i bardziej szlachetnym". Wiem, że sam widok tej jego miny wyciska łzy z oczu bogobojnych starszych pań i dżentelmenów.
   Kiedy Montmorency przeszedł na moje utrzymanie, nie obiecywałem sobie, że uda mi się dłużej zatrzymać go w moim domu. Siedziałem często i patrzyłem na niego, a on przysiadłszy na dywaniku przed kominkiem spozierał mi w oczy. Myślałem wówczas: "Och, ten pies nie pożyje długo na ziemi. Złotym rydwanem pojedzie prosto do nieba - oto jaki los czeka tego foksteriera".
   Ale kiedy zapłaciłem za tuzin kurcząt, które uśmiercił; kiedy po raz sto czternasty przyszło mi ciągnąć go za łeb, a on warczał i szarpał się, bo mu przeszkodziłem w ulicznej psiej burdzie; kiedy rozpieklona niewiasta przyniosła mi martwego kota, żebym go sobie obejrzał, i nazwała mnie mordercą; kiedy sąsiad mieszkający dwa domy dalej wniósł na mnie skargę do sądu o to, że trzymam luzem wściekłego psa, przez którego musiał zamknąć się we własnej komórce na podwórzu i siedzieć tam przez dwie godziny w zimną noc, i nie odważył się nosa wytknąć za drzwi; kiedy się dowiedziałem, że ogrodnik, osobiście mi zresztą nie znany, wygrał trzydzieści szylingów w zakładach o to, czy Montmorency w wyznaczonym czasie ukatrupi określoną ilość szczurów - wówczas począłem liczyć się z tym, że może jednak bęzie dane temu psu nieco dłużej pozostać na ziemskim podole.
   Szwendać się koło stajni, zebrać zgraję psów o najbardziej zaszarganej reputacji w mieście i na jej czele maszerować przez dzielnicę slumsów, i staczać boje z innymi podejrzanymi psiskami - oto jak Montmorency wyobraża sobie życie. Dlatego, jak już wspomniałem, projekt zawadzania o gospody, knajpy i hotele Montmorency poparł najgoręcej. ..."


Nie musi trafić Ci się taki foks jak Montmorency, ale może ...
Przygotuj się ... przeczytaj :)